Południowa Tajlandia plażowo – Similany, TaChai, Khao Lak, Ko Mook i Ko Lipe – luty 2014

Wszystko zaczęło się od początku, czyli w czerwcu 2013 roku od kupienia biletów lotniczych na trasie Waw-Sin-Waw Luftahnsą. Termin wyjazdu zdeterminowany był terminem warszawskich ferii zimowych w 2014 roku. Po szybkiej burzy mózgu, decydujemy się na wycieczkę w terminie 15.02-04.03 2014… Bilety do Sin kupione i teraz można pomyśleć nad tym, jak zorganizować sobie pobyt, co zobaczyć, gdzie polecieć. Od dawien dawna marzyła mi się malutka wysepka na morzu Andamańskim – Ko Lipe. Jeden punkt programu mamy zatem ustalony, ale nie spędzimy przecież 14 dni na tym niewielkim kawałku lądu… nie zrobiłbym tego ani sobie, ani mojej rodzinie z moim ADHD podróżniczym.

To nasz trzeci wyjazd do Tajlandii – po zwiedzeniu Bangkoku i północnej części kraju po Chiang Mai, po wycieczce na Ko Samui, przyszedł czas na południe tego pięknego i kojarzącego się z wiecznym uśmiechem kraju. Ko Lipe to aksjomat, więc może również Malezyjskie Langkawi?, choć z drugiej strony, zawsze chciałem zobaczyć Similany, TaChai, jeziorko Chiew Larn w PN Khao Sok…

Postanawiamy, że 7 dni spędzamy w Khao Lak, potem parę nocy na Ko Mook, a urlop kończymy na Ko Lipe.

Ustaliliśmy, że tego samego dnia co wylądujemy w Singapurze, przemieścimy się na drugi terminal i polecimy od razu na Phuket. Mając świeżo w pamięci ubiegłoroczną identyczną trasę Waw – Sin z transferem przez Frankfurt, stwierdziliśmy, iż mimo, że sam lot z Frankfurtu trwa pond 11 godzin to wcale taki męczący nie jest. Podróż największym pasażerskim samolotem Airbus A380 jest wygodna i damy jeszcze radę bez odpoczynku dotrzeć do pierwszego celu naszych wakacji, czyli hotelu w Khao Lak oddalonego godzinę drogi od lotniska na Phuket w Tajlandii, by od następnego dnia zacząć już prawdziwy urlop… urlop – czyli wycieczki… bo na prawdziwy urlop, czyli beaching, smażing i changing… to trzeba sobie zasłużyć.

Ostateczny plan naszej wycieczki:

16 luty – wieczorny transfer z Phuket do hotelu Fanari Khao Lak. Thanabodee Krongyut vel Boss: cheaperkhaolak1@gmail.com cheaper_khaolak@ymail.com nr tel. +66 857 861 378

17 luty – wolne, odpoczynek po podróży, rekonesans plażowy

18 luty – Similany z http://www.phukettours.com

19 i 20 luty dwudniowy PN Khao Sok z jeziorkiem Chiew Larn z http://www.phukettours.com

21 luty – wolne…

22 luty TaChai z http://phukettours.com

23 – 27 luty pobyt w hotelu Sivalai Beach Resort – nic nie robienie, zasłużony urlop.

27 luty-02 marca Ko lipe – Idyllic Concept Resort, powtórka z rozrywki, czyli ciąg dalszy nic nierobienia

02 marca – transfer na Langkawi

03 marca, wylot wczesnym rankiem do Sin i zwiedzanie Singapuru czerwonym wycieczkowym busem, a wieczorem o 23.55 wylot do Europy.

zaczynamy pobyt w Khao Lak

Nie będę tym razem dokładnie opisywał hotelu, gdyż służył on nam głównie jako miejsce noclegowe… ale w tak w kilku słowach: kameralny, czysty, z bardzo milą obsługą, śniadania – dla każdego coś dobrego – owoce – ananasy, arbuzy, papaje, pomelo + jednym daniem miejscowym z bemara na ciepło.. krewetki, kurczak w sosie z warzywami lub makaron, poza tym było stoisko z jajkami na miękko, twardo, omlety, jajecznica, sadzone, 4 rodzaje soków, woda, kawa, herbata, mleko, musli, wędliny na ciepło – szynka, parówki, boczek, warzywa surowe – sałaty, pomidorki koktajlowe, papryka, ogórki, cebula… wybór bardzo duży. Byłem bardzo mile zaskoczony, nie spodziewałem się aż takiego wypasu po 3* hotelu.

a teraz kilka pstryków z naszego pierwszego dnia pobytu – rekonesansu plażowego – Bang Niang Beach..

DSC_2851

DSC_2853

DSC_2855

DSC_2856

DSC_2857

tak spacerując, mając morze po prawej stronie, w pewnym momencie pomyślałem, że dotarłem na Teneryfę…DSC_2861

Często spotkać można takie pomniki zaginionych podczas tsunami w 2004 roku.

DSC_2860

Po plażowaniu idziemy na miejscowy targ – Bang Niang market. Targ  ten funkcjonuje w poniedziałki, środy i soboty w godzinach 13-18 – taki typowy tajski bajzel – syf mydło i powidło – czyli owoce, ciuchy, żarcie na wynos, zupki w torebkach foliowych no i oczywiście główny gwóźdź programu, czyli robaczki. Spotykam się tam ze znajomymi… zamawiamy piwko/drinki + troszkę fauny na zakąskę 😀 .
Szef kuchni ze swoim asortymentem.

DSC_2863DSC_2866Następnego dnia – 18 lutego zaplanowaną mamy wycieczkę na Similany. Punktualnie o 8.00 podjeżdża po nas dziesiątkę uśmiechnięty Taj, pakujemy się do dyliżansu i śmigamy do portu. Chętni jedzą lekkie śniadanko, tosty, banany, herbatka i kawa, (Chinole pakuję w siebie tyle, że im prawie nosem te tosty wychodzą), dostajemy opaski rozróżniające nas od tych, którzy płyną na TaChai, odbieramy jeszcze sprzęt nurkowy – płetwy, maski i fajki i pakujemy się na łódeczkę.

po godzinie jesteśmy już na krótkim stopie na snurkowanie, wiele podwodnego świata nie pooglądałem, bo młoda uparła się, że ją kamizelka denerwuje w kroku i musiałem ją asekurować, żeby wtopy nie zaliczyła…

następnie zawijamy się na łódkę i płyniemy na wyspę numer 8.. ze słynną Sail Rock

DSC_2937Idziemy na punkt widokowy, może uda się zrobić parę zdjęć, zanim przypłyną inni.

DSC_2894DSC_2898DSC_2903i parę ujęć z dołu

DSC_2888DSC_2889piasek miękki jak talk

DSC_2881piękny żółwik przed nami

DSC_2930Po plażowaniu na wyspie 8 Sail Rock odpływamy na snurki w okolicach wyspy 4, 5 i 6.

DSC_2938DSC_2941DSC_2968DSC_2971DSC_2999Po snurkach płyniemy na wyspę numer 4 (koh Miang) na lunch, a potem jeszcze plażowanie.

Plaża w pobliżu pola namiotowego..

DSC_3014DSC_3018DSC_3028DSC_3036Wracam na drugą stronę wyspy, gdzie przypłynęliśmy.. zjadłem szybciutko obiadek i jak większość wyruszyła, tam skąd przeszedłem, to miałem w miarę pustą plażę

DSC_3055DSC_3067DSC_3102Koło 15.30 odpływamy z powrotem do Khao Lak. Wracamy na zachód słońca.

DSC_3122DSC_3126Kolacja i trzeba się wyspać, bo rano następnego dnia jedziemy na dwudniową wycieczkę do Parku Narodowego Khao Sok. Lasy deszczowe nad jeziorem Chiew Larn bardzo kusiły mnie od dawna.
zupka Tom Kha Khun
DSC_315719 lutego punktualnie o 10.00 podjeżdża pod nasz hotel dyliżans i tym razem w siódemkę ruszamy ku przygodzie.

Pierwszy punkt programu to trekking na słoniach – ja sobie odpuściłem, dla mnie to średnia przyjemność, wolałem kupić wiaderko ananasów wymieszane z bananami i pokarmić te ciężko pracujące zwierzaki w tym upale… córa oczywiście dosiadła rumaka i na godzinkę poszła się pokołysać na wysokościach.

Najpierw Młoda przywitała się ze słonikiem, dała mu kilka bananów i w drogę.
DSC_3179po treku zatrzymujemy się w punkcie widokowym

DSC_3195Następnie, przed samym obiadem mamy możliwość zjeżdżania na linach…młodej tak się spodobało, że zjechała za mnie i za żonę.
Lunch serwowany w pobliskiej restauracji – zupa Tom Yum, czerwone curry, kurczak z warzywami, na deser ananas i arbuz + woda do picia…

Po obiedzie, w planach była jeszcze Monkey Cave czyli jaskinia małp, ale że odbywały się tam jakieś modły i był wielki tłok, pojechaliśmy w inne miejsce – do groty ryb.
DSC_3239

DSC_3246DSC_3254Dojeżdżamy do przystani, upał niemiłosierny, więc zimny Chang w dłoń, pakujemy się na łódkę i za pół godziny powinnyśmy być już w domkach na wodzie.

i w oddali widać już nasze domki, roślinność bliźniaczo podobna do Borneo, jest dobrze… zaczyna mi się podobać :)

DSC_3265przybijamy do brzegu i idziemy w kierunku naszych willi… (boję się teraz nazwać noclegownię norą). Zakwaterowani będziemy w Putawan Raft Homestay.

DSC_3285
willa w środku z widokiem na bajoro

DSC_3278a tu nasza restauracja i pool bar w jednym

DSC_3292Mamy ze 3 h wolnego do kolacji, a po kolacji jedziemy jeszcze na safari nocne… (trochę dziwna sprawa dla mnie, bo na Borneo, to już tak około 18.00 zawijaliśmy do naszych domków, bo nie za wiele było widać, ale OK, mają goście doświadczenie, to może nam coś ciekawego pokażą).

Gorąc niesamowity, więc najlepszym wyjściem jest danie nura z domku do bajora. Głębokość w niektórych miejscach sięga 40 metrów, przejrzystość kiepska, ale woda przyjemnie ochładza. Takie nasze Mazury w sierpniu, tylko okoliczności przyrody inne.

Po chwili pływania bierzemy z córą kajaczki (bezpłatnie) i płacimy kaucję za ewentualne zgubienie wioseł – 200 THB za sztukę, którą zwracają nam przy zdawaniu sprzętu.

Przed kolacją jeszcze kilka pstryków na zachodzące słońce, wszystkie widoki z naszego domku oraz restauracji.

DSC_3335DSC_3347DSC_3354W nocy płyniemy jeszcze na safari, nic widać, ciemnica, ale za to niebo pięknie rozgwieżdżone podobnie jak w Namibii.
Chłopcy mają wielkie halogeny i na drzewach wypatrują śpiących ptaków – kolonie Tukanów, dzioborożców – musicie uwierzyć na słowo, zdjęć niestety nie mam. Po 40 minutach bujania się w ciemnościach, wracamy do willi na nocleg.

Nazajutrz skoro świt, jeszcze przed śniadankiem ruszamy na kolejne safari w poszukiwani zwierząt. Tym razem widzimy troszkę małp, ptaków – dzioborożców i tukanów, ale są w takiej odległości, że nawet nie warto robić zdjęć…

Powiem tak, jeśli chodzi o Khao Sok i Borneo, to oba te miejsca dzieli przepaść pod względem występowania zwierząt na korzyść Borneo.

DSC_3386DSC_3396Po śniadaniu ruszamy na podziwianie krajobrazów.
nasz przewodnik
DSC_3405a tu już jezioro Chiew Larn i okolica…

DSC_3407DSC_3409DSC_3435a tu symbol PN Khao Sok

DSC_3439DSC_3446idziemy jeszcze na 2 h trek po dżungli, długo zastanawiałem się czy młoda da radę, ale ryzykujmy… najwyżej będą ją targał na barana. Moja matula zostaje na łódce, spotkamy się po drugiej stronie górki.

DSC_3460Poza kilkoma robaczkami, pajączkami nie było nic interesującego, zresztą ja już mam poprzewracane w d*** po Borneo.

DSC_3466DSC_3479termitiera

DSC_3483

moja młoda na lianie

DSC_3488DSC_3496

Po treku wskakujemy na łódkę, płyniemy na obiad, a potem zabieramy swoje manatki i wyruszamy w drogę powrotną do Khao Lak.

Dojeżdżamy pod wieczór…. trochę kiczu z naszej plaży.

DSC_3511DSC_3516wieczorny prysznic i… jutro mamy wolne :)

DSC_3519Po śniadaniu i spędzeniu 1,5 h na plaży, włącza mi się mój szwendacz :). Tablet w dłoń i zaczynam szukać informacji, co ciekawego można zobaczyć w naszych okolicach.  Jako główna atrakcja ukazuje mi sie plaża Pak Weep, zdjęcia fajne, biały piach, palemki etc. Dzieci  na mój pomysł oczywiście Veto. Koledzy przejawiają większą ochotę współpracy, w takim razie idę rozejrzeć się za jakimś środkiem transportu. Na postoju taxi krzyczą sobie cenę 1000 THB za kurs w dwie strony. Gdybym nie znał Thai, to może bym się skusił, ale sam 2 lata wcześniej na cały dzień wynająłem kierowcę, który obwoził nas po całej wyspie Ko Samui – 8 h za cenę 1500 THB :). Staram się przekonać kierowcę, że chyba bez różnicy, gdzie śpi , a za w sumie 20 km w dwie strony, jestem gotów zaszaleć i wynagrodzić go kwotą 500 THB. Ten kręci tylko głową i mówi, że mu sie nie opłaca. Trudno, nie on, to pojedzie ktoś inny :)

Po drodze wypijam piwko, bo żar leje się z nieba, a taki zimny Chang doskonale gasi pragnienie i wracam po dwóch kwadransach –  w mieście ceny podobne i nie chcą zejść z ceny…

Wracam i taksiarz pyta się, co załatwiłem, odpowiadam, że mam transport za 700, ale  jak chce ze mną jechać, daję mu 600 i za 10 minut jedziemy… kiwa głową, że ok. Plan jest taki, że jedziemy, 2 h rekonesansu i wracamy.

a teraz kilka pstryków z podobno tej najbardziej rajskiej plaży w Khao Lak – Pak Weep.

DSC_3527DSC_3544DSC_3546

DSC_3549DSC_3557 W drodze powrotnej wyskakujemy przy targu w Bang Niang, ale jako że jest to piątek, wszystko opustoszałe.. Po drugiej stronie ulicy jest miejsce z pomnikiem statkiem, który pomagał ofiarom Tsunami. Ja podchodzę do tych wydarzeń mocno emocjonalnie, wszak byłem w Tajlandii w grudniu pamiętnego 2004 roku…

DSC_3564DSC_3565DSC_3567Wieczorem idziemy do naszej zaprzyjaźnionej ceratkowej knajpki, a następnego dnia wycieczka do Parku Narodowego Similan na wyspę TaChai – Malediwów Tajlandii.

DSC_3824

DSC_3577zaplecze i kuchnia :)

DSC_3578DSC_3579DSC_3591Następnego dnia, z samego rana przyjeżdża po nas busik i jedziemy do portu. Stamtąd mam tylko jedne zdjęcie daszku :)

DSC_3603po 70 minutach dobijamy na Malediwy… jesteśmy w RAJU… pusto, biały piach, cieplutka woda… magiczne miejsce.
DSC_3610DSC_3618moja syrenka

DSC_3623trochę fauny

DSC_3635DSC_3723rybki

DSC_3650DSC_3660DSC_3703i jeszcze kilka zdjęć z tajskich Malediwów

DSC_3662DSC_3674DSC_3699a tu już zdjęcia z drugiej strony wyspy… po 30 minutowym treku.

DSC_3750DSC_3754Około godziny 15.30 odpływamy. Na TaChai nie ma żadnej infrastruktury, brak jest możliwości przenocowania i wydaje mi się, że właśnie dlatego park ten jest zachowany w takiej dziewiczej formie.

DSC_3759Wracamy na kolację i jak zwykle trochę kiczu na koniec dnia.

DSC_3786

DSC_3811DSC_3136green mango salat w wersji very, very spicy :)

DSC_3844To już nasza ostatnia w Khao Lak, następnego dnia przenosimy się na wyspę Ko Mook.

23 lutego po śniadaniu, punktualnie o 8.30 podjeżdża po nas kierowca od Bossa i jedziemy w okolice Trangu do przystani Kuan Tuing Ku, skąd mamy zamówiony transport o 13.30 do naszego pierwszego raju – hotel Sivalai Beach Resort. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na stacji benzynowej na drobne zakupy – dla amatorów piwa, czy innego wszelkiego alkoholu – na stacjach benzynowych w Tajlandii nie sprzedaje się żadnych napojów procentowych – czy jest to sklep 7/11 czy każdy inny.

O godz. 12 z małym hakiem wysiadamy na przystani i od razu interesują się nami łódkowi taksówkarze, pokazujemy nasze wykupione wcześniej vouchery i okazuje się, że w ciągu 20 minut przypływają po nas łódki z Sivalai’a – zamówione mamy 2 longtaile, które maksymalnie mogą zabrać po 6 osób z bagażami.

DSC_3870DSC_3868i powoli dopływamy do naszego hotelu

DSC_3875dobijamy do brzegu… RANY, jak tu pięknie…  w takim miejscu to ja mogę nic nie robić… plażing, smażing, changing… o czyms zapomniałem?? … chyba nie :)

DSC_3885DSC_3888Idziemy do recepcji, otrzymujemy pyszny Welcome Drink, kluczyki w dłoń i obsługa wskaże nam, które mamy domki. Okazuje się, że blisko recepcji, blisko restauracji, a dodatkowo, po dwóch stronach mamy plażę :)

DSC_3898

tutaj możemy przyjść na masaż

DSC_3899Tak jak nigdy nie robię zdjęć wnętrz pokoi, to tym razem się złamałem i cyknąłem kilka fotek.
DSC_3890zasłonka w toalecie

DSC_3891

zrzucamy graty i idziemy na plażę…

DSC_3893DSC_3896DSC_3900DSC_3902DSC_3906DSC_3908Po jakimś czasie zaczyna mnie nosić, idę poszukać jakiegoś wodopoju i przejść się po okolicy…

DSC_3910 Po przejściu 300-400 metrów plaża jest już mniej ciekawa, piasek brudniejszy, woda taka jakby bardziej zanieczyszczona.

DSC_3916tutaj odpoczywa sobie rybka 😉

DSC_3918zagłębiamy się w głąb wyspy i wychodzimy na stację benzynową

DSC_3927Na Ko Mook przebiega jedna główna droga, która łączy ze sobą dwie plaże – Charlie Beach i tą, przy której my mieszkamy.
Po wyspie jeżdżą tylko i wyłącznie motorki.
DSC_3922domostwa w centrum

DSC_3929zaglądamy do środka :)

DSC_3925

DSC_3928agencja turystyczna

DSC_3935postój taxi

DSC_3936i wracamy do naszego hotelu

DSC_3937

DSC_3938Takie wschody słońca mieliśmy codziennie rano kolo 6.30.

DSC_4041DSC_4044

DSC_4047

DSC_4054Po takim wschodzie idziemy na śniadanko – bufet a w menu… jak zwykle stoisko z jajkami – omlety, jajecznica, sadzone, na miękko, na twardo, stoisko, gdzie dziewczyna robi typowe Pancake’i – ale do wybory jest tylko banan, nutella, miód i posypka orzechowa, stoisko z wędlinami – pyszna wędzona pierś z gęsi + szynki , kiełbaski na ciepło, boczek, 3 rodzaje żółtego sera, ser z pleśnią niebieska i białą, musli, 4 dania z bemarów, zupki robione na miejscu, owoce – ananasy, arbuzy, papaje, smoczy owoc, rambutany – wszystkiego przez 4 dni nie da się spróbować…

W hotelu jest basen, ale ani razu z niego nie korzystaliśmy, mając takie morze, to jest to po prostu dla mnie profanacja…
Można też udać się na masaż – to akurat bardzo polecam… cena wyższa niż gdzie indziej – 600 THB za całościowy, ale za to pełen profesjonalizm.

Najbardziej polecaną knajpą na TripAdvisor, których, de facto wcale nie ma zbyt wielu na wyspie jest Hilltop Restaurant – ceny naprawdę niskie, a żarcie wyśmienite

DSC_3998Z  kolei najpiękniejsze zachody słońca wraz z pysznym jedzeniem możemy obserwować w Ko Yao Seafood Restaurant na Charlie Beach…

DSC_4231DSC_4237Przedostatniego dnia, z samego rana idziemy do przystani, gdzie cumują longtaile, wynająć jakiegoś gościa, który zrobi z nami rundkę dookoła wyspy.

Widoki po drodze – tak wyglądają domostwa, nie ma się co dziwić zatem, że tsunami w 2004 roku zrównało domki z ziemią. Zresztą wydaje się, że w niektórych miejscach w dalszym ciągu są pozostałości po tej tragedii.

DSC_3944DSC_3945DSC_3946DSC_4255Chętnych na taką wyprawę z nami jest więcej, niż ustawa przewiduje :). Ustalamy cenę 800 THB za naszą ósemkę i wypływamy na 2-3 godzinną wycieczkę. Wyspy nie da się obejść, 2/3 powierzchni to góry, 60% wybrzeża jest dostępne tylko od strony morza. Płynąc podziwiamy krajobrazy i nagle zauważamy dziką plażę. Cumujemy do brzegu i mamy czas na relaks – plażowanie.

DSC_4268Jak się później okazuje, dostęp do tej plaży jest tylko i wyłącznie od strony morza… woda czyściutka, przezroczysta, cieplutka.
DSC_4269DSC_4271

DSC_4273Po godzinie relaksu, wskakujemy na longtaila i płyniemy dalej

DSC_4293

W planach miałem zobaczyć Emerald Cave, zwane również Morakot… przecudowne miejsce, do którego można dostać sie tylko kajaczkiem podczas odpływu, lub wpław. Do pokonania dystans – 80 metrów w zupełnej ciemności – taki tunel w skałach o szerokości max 7-8 metrów, jednak w momencie, jak mijaliśmy tą grotę był przypływ.
Teraz żałuję, że wzięliśmy takiego miejscowego kapitana, zamiast zorganizowania wycieczki z lokalnym biurem, bo miejsce naprawdę przepiękne… plaża zupełnie naturalna otoczona skałami… biały piach, zero ludzi,  a z drugiej strony jest powód, żeby wrócić na Ko Mook. Był to nasz ostatni dzień pobytu na wyspie,więc nie mieliśmy już czasu, żeby zrealizować ten fakultet.

ostatni wschód słońca na Ko Mook

DSC_4464DSC_4460O 11.15 mamy zamówiony transfer longtailami z naszego hotelu na Charlie Beach, skąd o 12.00 speedboat’em mamy wypływać na Ko Lipe…

Parę ujęć z Charlie Beach – Ko Mook

DSC_4470DSC_4474DSC_4477DSC_4479DSC_4483DSC_4499Po 40 minutowym opóźnieniu wypływamy wreszcie na Ko Lipe. Po drodze zatrzymujemy jeszcze na Ko Kradan, gdzie wsiadają kolejne osoby na naszą motorówkę.

DSC_4507DSC_4508Cała podróż z Ko Mook na Ko Lipe zajmuje 2,5 h szybką łodzią motorową.

Dopływamy od strony Pattaya Beach, ale jako, że jest odpływ, nasz speedboat nie ma możliwości dopłynięcia do samego brzegu, więc wysiadamy na takiej platformie umiejscowionej około 200 metrów od plaży i tam przesiadamy się na longtaile. Prosimy kapitana, aby popłynął z naszą dziesiątką od razu do hotelu Idyllic Concept na plażę Sunrise. Chłopak albo udaje, że nic nie rozumie, albo rzeczywiście jest taki mało kumaty. Płynie w kierunku Pattaya Beach, no trudno świetnie…

tutaj poglądowa mapka Ko Lipe

map_koh_lipe

Dopływamy do brzegu i okazuje się, że przyjechała po nas obsługa z hotelu dwoma terenowymi samochodami… jak się później okaże, są to prawdopodobnie jedyne dwa samochody na całej wyspie… Bardzo miło z ich strony.

Na pierwszy rzut oka wyspa mocno rozczarowuje…. syf, brud, wysypisko śmieci wielkości Kilimandżaro i to ma być raj, o którym tyle czytałem? Z drugiej strony nie przyjechałem tutaj, żeby szukać dziury w całym, tylko odpocząć, posnurkować i generalnie naładować sobie akumulatorek do kolejnego urlopu.

Na wyspie właściwie nie ma dróg, jedyne środki lokomocji to motorki znane nam są z Ko Mook. Sama podróż z portu do hotelu trwała dobre 20 minut, w sumie szybciej pewnie dotarlibyśmy na nogach idąc główną drogą – Walking Street – czyli jak sama nazwa wskazuje… zamkniętym dla ruchu kołowego pasażem ze sklepikami, restauracjami i wszystkim, co „potrzebne” jest turystom w kurorcie.

Kwaterujemy się w hotelu, otrzymujemy po wyjątkowo pysznym Welcome Drink’u w kolorze denaturatu i idziemy zrzucić bagaże.

Tego dnia już wiele nie zobaczyliśmy, kąpiel w morzu zaliczona, a potem kolacja na plaży w Zanom Sunrise Beach Resort, jedzenie naprawdę pyszne, a ceny nie tak wysokie, jakich się spodziewałem. Do kolacji zimny Chang oczywiście też zaliczony :)

DSC_4557Po kolacji postanowiliśmy przejść się po Walking Street…

DSC_4560DSC_4562DSC_4588DSC_4592DSC_4599DSC_4608DSC_4609DSC_4626może masaż?

DSC_4627a może tatoo?

DSC_4602DSC_4628Tutaj trochę kiczu – wschód słońca – mieszkaliśmy przecież w hotelu przy Sunrise Beach, a nazwa plaży do czegoś zobowiązuje :)

DSC_4631DSC_4646DSC_4650DSC_4671nasza hotelowa plaża

DSC_4682DSC_4677DSC_4681i jeszcze parę widoczków po naszej prawej stronie, patrząc na morze… Nasz hotel był ostatnim hotelem w tej części Sunrise Beach.

DSC_4684DSC_4689DSC_4690DSC_4692Zapraszam na lunch… czyli krótki spacer przez całą plażę Sunrise. Nasz hotel Idyllic Concept mieści się po prawej stronie plaży, a celem jest zobaczenie słynnej łachy piachu przy Mountain Resort. Swoją drogą, jak chciałem zabookować ten hotel w lipcu 2013, to najbliższe terminy były na luty 2015 roku…

Aby nie było zbyt różowo, a raczej lazurowo, to po drodze można natknąć się na takie widoczki (3-4 metry od linii brzegowej) – pozostałości po tsunami w 2004 roku.

DSC_4694DSC_4696

DSC_4893

jakiś resorcik

DSC_4699DSC_4754DSC_4707powoli docieramy do Mountain Raesort

DSC_4711te zielone dachy domków to właśnie wspomniany wcześniej Mountain Resort, w zatoczce bardzo spokojna i cieplutka woda, piękny lazur…

DSC_4716DSC_4720DSC_4727a tu już widok z góry, z restauracji – czyli taki jaki mają klienci tego hotelu, ze swoich domków…

DSC_4729DSC_4732 DSC_4743DSC_4745Pogoda żyleta, żadnej chmurki, wracam ze spacerku i namawiam resztę na przechadzkę w piękne miejsce, jakie widziałem wcześniej…

Wymyśliłem, że wyruszymy koło 14.30, dzieciaki pokąpią się w lazurze, a potem przejdziemy na Sunset Beach do jakiejś knajpy i poczekamy tam na zachód słońca…

Zatem ruszamy z hotelu

DSC_4768nasz jeden z dwóch basenów

DSC_4769a to nasza plaża podczas odpływu…

DSC_4770DSC_4779w oczekiwaniu na przypływ :)

DSC_4780DSC_4788dochodzimy do tej łachy piachu, ale ktoś nam podprowadził morze…

DSC_4800DSC_4804lekka konsternacja, a żona się pyta, co ja takiego rano wypiłem, że to miejsce wzbudziło mój zachwyt 😀

DSC_4807Przeszliśmy zatem wybrzeżem na Sunset Beach. Tam było co prawda więcej wody, ale knajpy nie zachęcały do dłuższej biesiady. Ceny wyrwane z kosmosu – zupy Tom Kha, czy Tom Yum – ponad 200 THB, duże piwo 250, obsługa jakoś mało tajska (bez uśmiechów, naburmuszona) i zdecydowaliśmy, że chwilę pokąpiemy się w morzu, a potem przedrzemy się przez środek wyspy na Walking Street i tam zjemy obiadokolację.

jeden strzał z drogi…

DSC_4809Pewnego przedpołudnia postanowiłem odwiedzić Pattaya Beach, dzieciaki z rana poszły na cypelek koło Mountain Resort, a ja z klamotem w drugą stronę.

kilka pstryków z wyspy…

DSC_4842

DSC_4843Walking Street w ciągu dnia

DSC_4849DSC_4850DSC_4853Piasek bardziej miałki niż na naszej plaży, ale wszędzie pełno longtaili. Zresztą Pattaya Beach jest najbardziej głośnym i rozrywkowym miejscem na Ko Lipe. Jak ktoś szuka spokoju, to nie jest to najlepsze miejsce na wypoczynek.

DSC_4856DSC_4860po lewej stronie plaży mieści się jednostka wojskowa

DSC_4861jeszcze kilka ujęć z tej rozrywkowej plaży

DSC_4862DSC_4863DSC_4867DSC_4872DSC_4874i kieruję się w stronę dzieciaków przy cypelku

DSC_4890DSC_4891wracamy do hotelu, zimne piwko i czekamy na odpływ… zobaczymy, co się dzieje na naszej plaży :)

DSC_4899o 15.00 „wychodzimy” w morze… jako, że córa nie chce podzielić się aparatem podwodnym, nakręcam na swojego klamota polarka i będę cykał zdjęcia znad powierzchni wody… oto efekty :)

DSC_4928DSC_4955DSC_4964DSC_4965DSC_4967DSC_4986DSC_4990DSC_5002DSC_5010DSC_5018DSC_5049DSC_5061DSC_5072ostatnia nasza kolacja

DSC_5084DSC_5093i żegnamy się z Ko Lipe :)

DSC_5102Następnego dnia, z samego rana obsługa hotelowa odwozi nas samochodami na plażę Pattaya, skąd po przejściu granicy, odpływamy na nocleg na Langkawi. Paszporty oddaje się w Emigration Office Na Ko Lipe  i odbiera się je w Malezji na Langkawi.
Po dopłynięciu na Langkawi (niedziela), chcemy wymienić nasze Baty na miejscowe Ringitty… ochroniarz przy kantorze zaprasza nas jutro… dobry żart- jutro to my o 8.00 mamy samolot do Singapuru, a dziś potrzebujemy dostać się do hotelu. Suma summarum, jedziemy na lotnisko – przeciwny kierunek niż nasz hotel, tam wymieniamy walutę, a za kurs w sumie ~ 20 km płacimy łącznie za 10 osób 80 MYR (1 MYR = 1 PLN).
Niestety z tego dnia zdjęć nie mam żadnych… zakupy, relaks, piwko – tak nam upływa popołudnie na malezyjskiej wyspie.

Ostatni dzień spędzamy w Singapurze, wylot do Frankfurtu mamy o 23.55… Kilka kiczów na koniec :)

DSC_5384DSC_5385DSC_5387

 

 

 

 

 

 

 

About the Author: