wrz 08

W krainie deszczowców – Islandia na w(l)odzie – czerwiec/lipiec2016

Islandia… krótko i na temat Biggrin

Wulkany, gorące źródła, pustki na  drodze, surowy i w miarę przewidywalny chłodny klimat… jeśli dołożymy do tego  gejzery, lodowce, pola geotermalne, maskonury, fiordy, deszcz, słońce, zepsutego rekina , wieloryby, dzień, który trwa 22 h… a długo można by tak wymieniać… to jesteśmy na Islandii Biggrin .

Jesteśmy i mamy zamiar posmakować wszystkiego Smile

Ciągnęło nas do tej krainy od dłuższego czasu, ale zawsze brakowało postawienia kropki nad przysłowiowym „i” . Żona po świętach Bożego Narodzenia pojechała z córką na narty, a ja podczas długiego i zimnego wieczoru kliknąłem  na guziczek „kup teraz” i bilety do Keflaviku stały się faktem Biggrin . Kolejnym krokiem było wynajęcie furmanki, która jak się okazało, wcale na 10 dni tania nie była… Sam poruszam się w mocno ograniczonym obszarze samochodów…  wychodzę z założenia, że skoro mam dwie nogi, to w rachubę wchodzą tylko dwa pedały – gaz i hamulec… automaty mają to do siebie, że kosztują sporo więcej niż samochody z manualną skrzynią biegów Wink . Stanęło na Oplu Corsie… Potem poczytałem, że przydałby się samochód z napędem na 4 koła… zapłacone… trudno świetnie Biggrin zamiana zbyt kosztowna… co ma być to będzie… ale jak się później okazało wybór był bardzo słuszny ( w stosunku cena – nasze wymagania ) Biggrin

Objechaliśmy w sumie całą Islandię, a można by powiedzieć, że główne punkty zrobiliśmy dwukrotnie… przez pierwsze 7 dni (na 10 możliwych) pogoda zrobiła nam psikusa i głównie padało.. a jak nie padało, to poruszaliśmy się w chmurach i mgle, która maksymalnie ograniczała widoczność… Ostatnie 3 dni to piękne słońce i powrót na wariata do miejsc, które nie wywarły na nas takiego wrażenia, jakie wywrzeć miały… W słońcu widoki przerosły nasze najśmielsze oczekiwania…

tutaj mapka poglądowa naszej trasy

islandia

zakładaliśmy, że po Islandii zrobimy 1900 km w 10 pełnych dni…. wyszło, że przejechaliśmy 3100 km… Biggrin jak wspomniałem wcześniej przez pierwszych 7 dni pogoda nam nie sprzyjała… jak nie lało, to jeździliśmy w takich chmurach, że nie było praktycznie nic widać… zresztą porównacie zdjęcia z najciekawszych punktów, bo te odwiedziliśmy dwukrotnie – podczas chmur i deszczu i przy pieknym błękitnym niebie Smile . Każdy dzień będę opisywał odrębnie, podając miejsca, które widzieliśmy wraz z trasą na mapie.

Pierwszy dzień to wylot z Warszawy koło godz. 19.00 liniami Air Berlin via Berlin do Keflaviku, na miejscu zameldowaliśmy się po 1 w nocy dnai następnego, odbiór furmanki i potem 7 km do naszego pierwszego hostelu.

Za każdym razem spaliśmy w hostelu – ceny w przedziale 100-200 ojro za 2+1/nocleg w pokoju, łazienka wspólna na korytarzu, posiłki we własnym zakresie Biggrin

pierwszą naszą sypialnią był Fit Guesthouse Keflavik Airport, oddalony od lotniska o 7 km… łóżka piętrowe, czysto schludnie, super lokalizacja i w sumie tyle mogę napisać na temat tego miejsca Biggrin . Cena za 2+1 13 000 ISK, gdzie 100 ISK = 3 zł .

DSC_1333

po szybkim śnie… wszak położyliśmy się około godz. 3 nad ranem, a pobudkę zarządziliśmy na 8.00, po śniadanku z produktów przywiezionych z Polski wyruszamy po przygodę. Pogoda nas nie rozpieszcza, naszą ojczyznę opuszczaliśmy, gdy temperatury wskazywały +30 ˚ C , a po wylądowaniu termometry ledwo przekraczały 5 ˚ Biggrin . Rano lało równo i temperatura wcale nie wzrosła…  No cóż, plan mamy z góry ustalony i choć tego dnia mamy do przejechania około 230 km to mimo wszystko chcemy dotrzeć do Selfoss ( naszego kolejnego miejsca noclegowego) przed godz. 17… bo musimy zrobić jeszcze zakupy w sieci Bonus (najtańsza sieć marketów spożywczych na Islandii – ceny max 2x większe niż w Polsce Wink ) . Jako ciekawostka – sklepy najczęściej otwierane są około godz. 10-11 , a zamykane w okolicach godz. 18.

Dzień pierwszy 25 czerwca – trasa

Przechwytywanie

W planach mamy przejechanie przez Reykjavik (miastu temu poświęcimy nasz ostatni dzień przed wylotem), następnie  przejazd trasą tzw. Złotego Kręgu do najważniejszych atrakcji przyrodniczych południowej Islandii. Dotarcie do PARKU NARODOWEGO THINGVELLIR – najstarszego na wyspie, położonego nad największym naturalnym jeziorem – Thingvellir – UNESCO. Leży on w miejscu zetknięcia płyt tektonicznych eurazjatyckiej i północnoamerykańskiej, co powoduje aktywność sejsmiczną i wulkaniczną. Dla Islandczyków żadne miejsce na wyspie nie jest tak sławne i święte jak dolina Thingvellir. Tutaj w 930 r. powstał Althing , najstarszy parlament nowożytnej Europy. Tu w roku 1000 uchwalono przyjęcie religii chrześcijańskiej. Tu przez stulecia odbywały się posiedzenia Althingu (parlamentu), tu też w dniu 17 czerwca 1944 r. powołano Niepodległą Republikę Islandii.

Kilka zdjęć z tego miejsca… pogoda kapryśna, mży i raz pada bardziej, raz mniej, więc spacerek ograniczyliśmy do minimum Sad

DSC_1336DSC_1340DSC_1341DSC_1343Islandia wykorzystuje energię z wnętrza Ziemi do ogrzewania większości budynków. Woda w kranach ma zapach siarki, a pomidory i cytrusy dojrzewają w szklarniach ocieplanych za pomocą gorących źródeł (np. Deildartunguhver, Hveragerði) – dotrzemy tam później. Kolorowe pola gorących źródeł i fumaroli, syczące szczeliny skalne, parujące oczka wodne, wrzące rzeki oraz bulgoczące błotniste sadzawki – tego typu atrakcje można znaleźć m.in na półwyspie Reykjanes (np. Seltún, Gunnuhver), na obszarze Gufudalur, Hengill i dookoła jeziora Mývatn (np. Hverir) – tutaj również zawitamy podczas naszej wyprawy. W dolinie Haukadalur znajduje się najsłynniejszy gejzer Islandii – Stori Geysir (Wielki Gejzer). W minionych wiekach był on bardzo aktywny i wyrzucał wodę na wysokość 80 metrów, jednak obecnie rzadko się budzi, a jego erupcje są niewielkie. Rolę największego gejzeru na wyspie przejął Strokkur – co 5-10 minut daje pokaz wody tryskającej na wysokość około 35 metrów. I teraz właśnie udajemy się w jego kierunku, żeby poobserwować wybuchy gorącej wody.

dojeżdżamy na miejsce i już wiemy w którą stronę się kierować… zapach siarki.. czy jak kto woli „zgniłych jajek” mocno daje się we znaki Biggrin .

DSC_1354tutaj jeden z kilku małych gejzerków, który tylko bulgocze

DSC_1356a tu już widzimy tego, dla którego tu przyjechaliśmy. Geysir Stokkur w pełnej okazałości

DSC_1364DSC_1365Deszcz pada z nieba jak i spadają na nas krople z gejzeru, pełne zachmurzenie… niestety nie mamy szczęścia do pogody. Jeszcze kilka zdjęć z okolicy.

DSC_1378DSC_1384DSC_1385DSC_1386DSC_1388ostatnie zdjęcie gejzera i jedziemy nad wodospad Gulfoss.

DSC_1400Jak się później okaże, przyjedziemy tu jeszcze raz pod koniec naszej wyprawy… będziemy po godz. 23.00 i na szczęście będziemy praktycznie sami Biggrin .

Następny punkt naszego dzisiejszego programu to „złoty wodospad” GULLFOSS , gdzie z 32 m woda spada w głębiny długiego na 2 km wąwozu „białej rzeki” Hvítá. Do spadających wód jednego z najwspanialszych wodospadów Europy można zbliżyć się na wyciągnięcie ręki i podziwiać piękne tęcze. W naszym przypadku o tym spektakularnym widoku mogliśmy tylko pomarzyć… tak się rozlało, że nawet za bardzo nie było jak ustawić statywu… szybkie zdjęcie i aparat trzeba było chować do nieprzemakalnego worka …

kilka zdjęć z tego niezwykłego wodospadu…

DSC_1409DSC_1414DSC_1418DSC_1419na szczęście odwiedziliśmy jeszcze raz ten wodospad przed północą pod koniec naszej wyprawy… Good

Po drodze do Selfoss mieliśmy w planach odwiedzić jeszcze jeszcze krater Kerið, który ma głębokość 55m, a wewnątrz znajduje się turkusowe jezioro. Niestety lało tak, że nawet nie mieliśmy możliwości wyjścia z samochodu… udajemy się zatem bezpośrednio do naszej noclegowni – Selfoss Hostel. Cena za nocleg 14 400 ISK za 2+1. W miasteczku robimy jeszcze zakupy spożywcze w sklepie Bonus ( logo z takim różowym prosiakiem Wink ) i mamy nadzieję, że nazajutrz pogoda nie pokrzyżuje nam planów.

Następnego dnia rano wyruszamy po dalszą przygodę… Niestety pogoda jest stabilna… mży, pada, leje… i tak w kółko Sad

poglądowa mapka naszej trasy

Przechwytywanie

wyjazd z hostelu drogą 1, przejazd wzdłuż południowego wybrzeża do wodospadu SELJALANDSFOSS, słynnego nie tylko ze swojego 60-metrowego spadku, ale także z możliwości przejścia za jego kaskady i podziwiania ogromnej ściany wody z niecodziennej perspektywy, moknąc oczywiście do suchej nitki Biggrin . Tym razem byliśmy na to przygotowani… wszak pada cały czas Sad . Wodospad zasilany jest przez wody lodowca na wulkanie Eyjafjallajökul, który stał się sławny w 2010 r. , bo jego wybuchy spowodowały w Europie chaos komunikacyjny trwający kilka tygodni. To była chyba jedna z najgłośniejszych erupcji naszego wieku.

Wodospad w pełnej krasie

DSC_1439a tutaj zdjęcia z różnej perspektywy… na ustawienie statywu i fotkę na dłuższym czasie nie ma co liczyć… krople wody są wszędzie.. z dołu, z boku, z góry i z „Pałacu Kultury” Biggrin

DSC_1443DSC_1456DSC_1457Jakieś 500 metrów od Seljalandsfoss, znajduje się kolejny bardzo malowniczy wodospad Gljúfrabúi. Wejść można do niego poprzez szczeliny w skale. Niestety pogoda tak nam dala się we znaki, że nawet nie wyciągnąłem w tym miejscu aparatu… wróciliśmy tutaj ostatniego dnia przed wylotem do Polski i wtedy pokażę Wam magiczne zdjęcia z tego miejsca.

Kolejnym naszym punktem był wodospad SKÓGAFOSS, położony raptem 29 km od Seljalandsfoss. Słychać go już było z dalszej odległości…. ten huk spadającej wody, do dzisiaj szumi mi w uszach Biggrin

DSC_2691Tu już lało konkretnie Sad . Do tego mgiełka wody i wystarczyło parę sekund, żeby być kompletnie przemoczonym… na górę wodospadu można wejść schodami znajdującymi się obok. Jedno zdjęcie z góry i jedziemy dalej Sad

DSC_1465

Ruszamy dalej drogą nr. 1 do DYRHÓLAEY (27km ) – najdalej wysuniętego na południe punktu Islandii, skąd rozciąga się wyjątkowy krajobraz na lodowiec i wyłaniające się z morza bazaltowe iglice będące pozostałościami po wyspach wulkanicznych. Centralnym punktem półwyspu jest gigantyczny łuk z czarnej, zastygłej lawy, który prowadzi w głąb Oceanu Atlantyckiego. Lodowca oczywiście nie widzimy, ze względu na wszechogarniające nas chmury…

ale tutaj widok na czarną plażę

DSC_1470Centralnym punktem półwyspu jest gigantyczny łuk z czarnej, zastygłej lawy, który prowadzi w głąb Oceanu Atlantyckiego.

DSC_1474pogoda jak widać w dalszym ciągu nas nie rozpieszcza Sad

DSC_1475DSC_1477Następnie okrążamy cypel, żeby dotrzeć na czarną plażę Reynisfjara (około 20 km w poszukiwaniu pięknych małych ptaszków z kolorowymi dziobami – Maskonorów.

W sezonie lęgowym (1 maja – 25 czerwca) codziennie po godzinie 20.00 szlaban na drodze prowadzącej do cypla jest zamknięty dla ruchu turystycznego. My jesteśmy dzień po okresie lęgowym… te sympatyczne ptaszki są oczywiście na skałach, ale w takiej odległości, że nie ma szansy zrobienia im zdjęcia Sad

Kilka ujęć z tej plaży

DSC_1478DSC_1480DSC_1487Jadąc dalej wypatrujemy jęzora lodowca Mýrdalsjökull, ale jedyne co widzimy, to piękne pola porośnięte łubinem i niesamowite formacje skalne….

DSC_1498DSC_1503Najciekawszym przykładem islandzkiej flory są malownicze, wełniste mchy, które porastają olbrzymie połacie zastygłej lawy w południowej części Islandii. Aż trudno oprzeć się pokusie, by położyć się na takim gąbczastym dywanie o grubości około 10 cm. Jak popada to jest mega grząsko…a chodzenie, a tym bardziej leżnie na bagnach wciąga Wink .

DSC_1511Jedziemy na nocleg  Horgsland Cottages (guesthouse). Cena za domek 20160 ISK. Dodatkowo, po drodze, podjechaliśmy do kolejnego miejsca oznaczonego znaczkiem jako coś wartego zobaczenia Biggrin Kirkjugólf (atrakcja w postaci bazaltowych kolumn w ziemi, które wyglądają jak posadzka kościelna).

DSC_1520DSC_1523po drodze do naszych domków takie widoki Smile

DSC_1515DSC_1519DSC_1524DSC_1527Spacer po kanionie Fjaðrárgljúfur darowaliśmy sobie ze względu na deszcz Sad.

nasza chatka

DSC_1525i plan na jutrzejszy dzień…. będzie się działo Biggrin

Przechwytywanie

Następnego dnia, jak zwykle z samego rana, ruszamy dalej. Dziś przed nami lodowce… jeden z gwoździ programu, dla których tutaj przylecieliśmy. jednak za nim nastąpią te kulminacyjne punkty programu odwiedzamy jeszcze wodospad Stjórnarfoss.

DSC_1530DSC_1534Jedziemy przez ciągnącą się między lodowcem a Oceanem Atlantyckim Mýrdalssandur, równinę żwiru, strumieni i pól lawy do P.N. SKAFTAFELL. Zdjęcia z drogi…

DSC_1536DSC_1538

Dojeżdżamy na parking, skąd rozchodzą się dwie ścieżki: stojąc tyłem do kierunku, skąd przyjechaliśmy – w prawo możemy dojść do lodowca oraz idąc w lewą stronę zobaczymy organowy wodospad Svartifoss. Pierwszy trek to kierunek wodospad, cała trasa nie zajmuje nam więcej niż godzinkę w jedną stronę ( w deszczu, a jakże Biggrin )….

dwa zdjęcia z tego miejsca

DSC_1539DSC_1542wracamy na parking i widząc ze powoli się przejaśnia… Yahoo postanawiamy ( cali mokrzy Biggrin ) udać się jeszcze pod jęzor lodowca… mimo, że tego dnia mamy jeszcze dwa „lodowe” punkty Smile

Ścieżka w prawo z parkingu prowadzi do ściany lodowca VATNAJÖKULL – Svínafellsjökull – tak brzmi nazwa tego jęzora lodowca. Trek zajmuje nam około 30 minut w jedną stronę.

DSC_1544DSC_1545DSC_1548DSC_1551DSC_1553DSC_1560DSC_1565Spod powierzchni Islandii wydobywa się gorąco, a jednocześnie 11,6% powierzchni kraju (w tym również niektóre wulkany) pokrywa lądolód i kilkanaście lodowców. Vatnajökull jest drugim co do wielkości w Europie (po lodowcu Austfonna na Spitsbergenie), porównywalnym z lodowcami polarnymi i grenlandzkimi. Jego jęzory schodzą bardzo nisko dolinami, aż do poziomu morza.

Wracamy cali szczęśliwi, że wreszcie obyło się bez deszczu i jedziemy do Fjallsárlón ( jakieś 45 km) pod drugi jęzor lodowca VATNAJÖKULL.

DSC_1570DSC_1571

Na jeziorze glacjalnym odbywają się rejsie małymi pontonami, na których można podpłynąć bliżej do pływających brył lodu i podziwiać niesamowite formacje. Z takiej atrakcji skorzystamy w lagunie lodowcowej JÖKULSÁRLÓN.

tutaj kilka zdjęć z lądu Good

DSC_1573DSC_1575DSC_1576DSC_1577DSC_1579DSC_1582DSC_1590

DSC_1591W celu ochrony największego lodowca na świecie poza lądolodami Antarktyki i Grenlandii, połączono w 2008 r. obszar parków narodowych Skaftafell i Jökulsárgljúfur, tworząc Park Narodowy Vatnajökull, największy w Europie, obejmujący 12% powierzchni kraju.

Jedziemy do centrum lodowcowego laguny JÖKULSÁRLÓN ( 11 km). Wszędzie czytaliśmy, że można wykupić z „marszu” rejs pontonami, żeby z bliska podziwiać lodowiec i odrywające się bloki ponad tysiącletniego lodu, dryfujące po jeziorze. Niestety tego dnia w tym miejscu pogoda tak bardzo dopisała, że na pontony nie było szans ( a byliśmy po godz. 13.00 ) i jedyna możliwość to kupno biletów na taką amfibię kołowo-wodną, która również pływa po jeziorze, ale nie podpływa pod sam jęzor lodowca. trudno świetnie Biggrin . Koszt 5000 ISK dorosły, dziecko 1500 ISK. Bilety na ten rejs mamy zakupione na 1,5 h później więc możemy sobie spokojnie poobserwować z lądu niesamowite formacje lodowca.

DSC_1598DSC_1601DSC_1603jest to najczęściej fotografowany cud natury na Islandii. I jaką trafiliśmy piękną pogodę Yahoo. Tutaj juz raczej nie dotarlibyśmy po raz drugi…

DSC_1611DSC_1616DSC_1622DSC_1607pomiędzy krami często można spotkać foki… podobno Biggrin , bo nam się nie udało wypatrzyć żadnej Sad .

nasz dyliżans… Biggrin jedziemy na kołach, by za chwilkę popływać na jeziorze Smile

DSC_1626DSC_1629DSC_1630DSC_1631rejs trwa 45 minut

DSC_1634DSC_1645DSC_1648DSC_1662a tu jeszcze kilka zdjęć z lądu

lód

DSC_1671i ocean, do którego wpływa woda z jeziora lodowcowego

DSC_1673DSC_1685cały czas wypatrujemy fok, ale tym razem nie mamy szczęścia… jak się później okaże, foczki zobaczymy w innym miejscu :)

DSC_1686Na nocleg jedziemy do Hafnarness Guesthouse przed Hőfn. Cena 130 €. Zaletą tego miejsca jest fakt, że rano można skoczyć do Hőfn, gdzie w banku wymienimy kasę, sklep Nettó i obok sklep monopolowy Vínbúðin, gdzie w końcu można kupić normalnie piwo, a nie wszechobecne na stacjach benzynowych i zwykłych marketach „light beer” o mocy 2,25%, oraz całkiem fajny port, który w całości zwiedza się w kwadrans…

Tutaj mapka poglądowa na kolejny dzień.

Przechwytywanie

Piwko okazuje się w cenie 30 zł za puszkę 0,33, więc tylko wymieniamy kasę i ruszamy w drogę. Przejeźdżamy góry ALMANNASKARD we Wschodnich Fiordach – jedne z najstarszych obszarów geologicznych na ziemi, gdzie można podziwiać twory skalne sprzed 20 mln lat i rzadkie okazy reniferów (mamy pecha, bo nie widzimy żadnych rogaczy Wink.

DSC_1690DSC_1691Po drodze odwiedzamy Djúpivogur, w którym można tankujemy. Miasto ma około 400 mieszkańców – jest małe i urocze. Idealnie wpisuje się w wyobrażenia o typowym islandzkim miasteczku. Czerwony, drewniany budynek o nazwie Langabúð jest jednym z najstarszych na wyspie i pochodzi z 1850 roku (a część nawet z końca XVIII w.).

DSC_1697Zjeżdżamy na drogę 939 – przełęcz Oxi. Droga jest trudna i bardzo kręta, ale widoki zapierają dech w piersiach. Moja córcia na odcinku 40 km naliczyła ponad 100 różnych wodospadów

DSC_1699DSC_1701DSC_1706DSC_1707DSC_1712DSC_1713W tym miejscu zrobiliśmy sobie przerwę i porzucaliśmy się śnieżkami Biggrin.

DSC_1715po dobrej godzince dobijamy do głównej drogi numer 1 i kierujmy się na północ.

W planach mamy dwugodzinny trek do wodospadu – Hengifoss, który jest trzecim pod względem wysokości wodospadem Islandii, spada z bazaltowej ściany (118 m), poziomo ubarwionej na czerwono warstwami gliny. Wszelkie nasze plany krzyżuje deszcz, który pada dosyć mocno i równo…objeżdżamy zatem jezioro Lagarfljót i podążamy do naszej noclegowni w Egilsstadir – Guesthousu Sara. Cena 18555 ISK. W miasteczku tym znajduje się market Bonus, gdzie robimy zakupy na kolejne trzy dni.

Mając sporo czasu, postanawiamy wyskoczyć do oddalonego od naszej miejscowości o 26 km urokliwego miasteczka Seyðisfjörður. Wyróżnia się ono tym, że przyjezdnych jest mniej od miejscowych, a widoki po drodze zapierają dech w piersiach. Musimy przedrzeć się przez góry, na poboczach leży sporo śniegu, temperatura spada gwałtownie do +3 ˚ a my cały czas pniemy się coraz to wyżej i wyżej…

DSC_1718DSC_1721DSC_1723DSC_1725na szczycie takie widoczki

DSC_1781DSC_1787i zjeżdżamy na dół w kierunku miasteczka Seyðisfjörður. Po drodze jeszcze zatrzymujemy się przy wodospadach Mulafoss i Gufufoss.

DSC_1732DSC_1737DSC_1740DSC_1744Zapraszam na spacer po miasteczku, które założone zostało w 1848 roku i wiele domów w oryginale pochodzi z tamtego okresu.

DSC_1746DSC_1748DSC_1755DSC_1751DSC_1757DSC_1758DSC_1760Młoda fotografuje jeszcze kaczuszki…

DSC_1771DSC_1773 Wracamy z powrotem tą samą drogą, przebijając się przez gęste chmurzyska, do naszej norki w Egilsstadir.

DSC_1798Nazajutrz czeka nas długa, jak na nasze warunki podróży po Islandii, trasa i w zależności od jazdy albo uda nam się wyskoczyć po południu na wieloryby, albo atrakcję tę przełożymy na ranek dnia następnego.

trasa na dzień 29 czerwca

Przechwytywanie

Wyjeżdżamy z samego rana, mając w planach zdobycie tylko tych najważniejszych punktów zaznaczonych na mapie, jednak już po przejechaniu kilkunastu kilometrów widzimy bardzo malowniczy wodospad… statyw, kadrowanie…. zawsze to chwilę trwa Wink

DSC_1812DSC_1815DSC_1818Widzimy wreszcie słońce, które nieśmiało  zaczyna przebijać się przez chmury… kilka zdjęć z trasy, która wcześniej wyglądała pewnie bardzo dobnie, ale przez wszechogarniające nas chmury, niewiele mogliśmy zobaczyć.

DSC_1822zdjęcia robione podczas jazdy, w jednej ręce kierownica, w drugiej aparat Biggrin

DSC_1826DSC_1835DSC_1838tutaj droga szutrowa, którą podążamy w kierunku wodospadu Dettifoss

DSC_1848DSC_1856Dettifoss jest wodospadem o największej w Europie sile przepływu. W ciągu sekundy przepływa tu blisko 200 metrów sześciennych wody Shok . Położony jest na rzece Jökulsá á Fjöllum na terenie Parku Narodowego Vatnajökull. Ma przeszło 100 metrów szerokości a woda spada tu z wysokości 44 metrów w dół kanionu Jökulsárgljúfur. Z parkingu czeka nas krótki trek – 20 minut po skałkach Smile .

DSC_1862a tutaj Dettifoss w pełnej okazałości

DSC_1865i widok na koryto rzeki, którą mam za plecami fotografując wodospad

DSC_1866DSC_1873DSC_1879korzystając z ładnej pogodny postanawiamy jeszcze podejść pod wodospad Selfoss- pół godzinki spokojnym krokiem, z dziećmi po skałkach Biggrin

DSC_1885Próg wodospadu Selfoss, przez który przelewa się woda, jest położony dość nietypowo, bo wzdłuż biegu rzeki i jest wysoki na 10 metrów.

DSC_1886DSC_1888DSC_1889DSC_1892DSC_1894DSC_1895przepraszam, że aż tyle zdjęć z tego miejsca… ale wodospad ten mnie po prostu zachwycił Biggrin

DSC_1898DSC_1900Wracamy „chwiejnym krokiem” po skałkach i jedziemy dalej drogą 864… za 2 km zjeżdżamy w lewo, by podelektować się kolejnym wodospadem Hafragilsfoss. Szerokość jego waha się w granicach 90 metrów, a woda spada tu z przeszło 27. Dla turystów przygotowany został specjalny punkt widokowy, z którego roztacza się malownicza panorama wodospadu jak i całej okolicy.

DSC_1906DSC_1913

Tego dnia sporo poruszamy się po szutrach, a te mają to do siebie, że po dziurawej drodze nie da się jechać szybciej niż 30-35 km/h. W planach mamy jeszcze eksplorację skalnego labiryntu Hljodaklettar (Skały Echa) ze słynnym Kirkjan (Kościołem), następnie kanion Asbyrgi. W momencie, gdy dojeżdżamy do rozwidlenia dróg – mając możliwość skręcić w lewo do kanionu, a jechać prosto do Husavik, podejmujemy szybką decyzję, że odpuszczamy Absyrgi i dajemy rurę w kierunku Husavik… pogoda piękna, jest więc spora szansa na rejs w poszukiwaniu wielorybów… rano może być już diametralnie inaczej. Raz już w Norwegii (11 lat temu) możliwość podglądania tych ogromnych ssaków przeszła mi koło nosa, właśnie ze względu na pogodę Sad .

Dojeżdżamy do Husavik (jednego z najbardziej wysuniętych miast na północy Islandii ), a termometr zewnętrzny w samochodzie wskazuje 17˚ C Yahoo .

DSC_1940DSC_1947

Miasteczko niewielkie, dwie ulice na krzyż, bez problemu odnajdujemy biuro organizujące rejsy na wieloryby i maskonury. Wycieczka o nazwie „Whales, puffins and sails” – cena za osobę dorosłą 14 000 ISK, dziecko 5600. Jesteśmy koło godz. 15.00, a rejs mamy zabookowany na godz. 16.30 Yahoo . Mamy więc chwilkę czasu na ogarnięcie się, przygotowanie sprzętów i szybki obiadek Biggrin

link do organizatora http://www.northsailing.is/home/

Przed samym rejsem zostajemy wyposażeni w takie specjalne kombinezony przeciw wiatrowe i deszczowe….

tutaj moja córa pozuje takim ubranku Smile

DSC_2103Załoga informuje nas jaki jest plan tego rejsu, że potrwa on około 4 h, co mamy szansę zobaczyć i przedstawia takie podstawowe informacje. Okazuje się, że dzisiaj odbył się tylko jeden rejs z samego rana, potem wszystkie następne zostały odwołane ze względu n niespokojne morze i zbyt wielki wiatr. Uczestnicy widzieli humbaki, oraz na chwilę wynurzył się płetwal karłowaty. Podobno kilka dni wcześniej ktoś widział płetwala błękitnego – to taki „maluszek”, którego długość sięga do 35 metrów i waży 190 ton…dziwię się, jak można nie zauważyć w wodzie takiego potwora Biggrin

wypływamy

DSC_1952najpierw podpłyniemy do skał, gdzie swoje gniazda zakładają maskonury…

DSC_2115Jak się okazuje, na Islandii żyje 60% całej populacji tych pięknych ptaszków. Nie budują gniazd tylko wykopują nory najchętniej w torfie przykrywającym skały i rozmnażają się w ogromnych koloniach liczących czasami nawet kilka tysięcy par. Ciekawostką jest to, że maskonury to zwierzęta monogamiczne.

Całą zimę spędzają na wodzie, a dopiero na wiosnę wracają na skały i urwiska. Co roku samiec i samica odnajdują się na klifach, gdzie gniazdowały w poprzednim sezonie. Dopiero jeśli samica nie pojawi się, samiec szuka nowej partnerki. W przypadku, gdy pierwsza samica jednak dotrze na miejsce, pan maskonur porzuca nową samicę, by wrócić do starej.

Żywią się głównie rybami i skorupiakami, są świetnymi pływakami, potrafią zanurkować pod wodę na głębokość kilkudziesięciu metrów i spędzić tam kilkanaście minut. Mają tak zbudowane dzioby, że potrafią trzymać w nich po kilka ryb na raz.

W przeszłości maskonury stanowiły jeden z głównych pokarmów dla miejscowej ludności, a i dzisiaj bywają w menu niektórych restauracji. Ja miałem okazję spróbować tego ptaka w Reykjaviku, ale o tym później. Aktualnie poluje się tylko na samców, które nie mają pary.

podpływamy do skał, gdzie siedzą maskonury, ale odległość jest zbyt duża, żeby zrobić dobre zdjęcie Sad.

DSC_1971mamy okazję zobaczyć jeszcze maskonury łowiące ryby

DSC_1973DSC_1976muszę zaznaczyć, że na łódce mocno buja, a wręcz poniewiera Biggrin . Osoby wrażliwe na chorobę morską powinny zostać na lądzie.

a teraz zapraszam na zdjęcia wielorybów Smile

zaraz przy skałach, gdzie zamieszkują maskonury, pojawia się humbak… jego długość może sięgać 17 metrów, a waga dochodzić do 48 ton Smile

DSC_1993nieco dalej mamy okazję zaobserwować sejwala – długość max 14 metrów i waga do 26 ton

DSC_2005DSC_2009tutaj znowu o swoim istnieniu daje nam znać humbak

DSC_2011DSC_2012DSC_2014DSC_2019DSC_2026Nasz kapitan dostaje wiadomość, że kilka kilometrów od naszego położenia pojawił się płetwal błękitny… Yahoo

U wybrzeży widywany jest sporadycznie, odbywa wędrówki sezonowe, a w okresie letnim przemieszcza się w ślad za topniejącym lodem. U wybrzeży Islandii przebywa w okolicach dwóch tygodni.. między czerwcem a lipcem. Jako ciekawostka potrafi wydawać dźwięki o natężeniu prawie 190 decybeli… słyszalne przez inne płetwale z odległości 800 km. Shok . Jak wspomniałem wcześniej, długość osobników może wynosić 33 metry, a waga 190 ton.

kilka zdjęć tego olbrzyma

DSC_2039DSC_2041jest na tyle ciężki, że praktycznie nie ma siły, żeby unieść ogon ponad powierzchnię wody

DSC_2044DSC_2051DSC_2054DSC_2059DSC_2063DSC_2073DSC_2083wracamy z rejsu prze szczęśliwi, ( no może nie wszyscy, bo byli tacy, co 3/4 rejsu przeleżeli i błagali o jak najszybszy powrót na brzeg Biggrin ) , w końcu, rzadko kto ma okazję zobaczyć na własne oczy płetwala błękitnego Yahoo.

Najbliższą noc spędzimy w Hofdi guesthouse w Husavik – cena 17900 ISK – śniadanie w cenie Smile . Koleś przekazuje nam klucze i mówi, oto Wasza półka w lodówce, tam macie śniadanie Biggrin . Z taką formą śniadania jeszcze się nie spotkałem… ale człowiek uczy się całe życie.

Po kolacji koło 22.00 idziemy jeszcze na spacerek po mieście.

DSC_2106tu już są prawdziwe białe noce… choć bardziej adekwatne byłoby określenie… słoneczne noce Biggrin

DSC_2108DSC_2111DSC_2117DSC_2112DSC_2120w Husavik znajduje się muzeum wielorybów, ale z tego, co czytałem poza jednym szkieletem kaszalota, nie ma tam nic więcej Wink.

Kolejny dzień, to w miarę krótka trasa, ale za to z niezliczoną masą atrakcji.

mapka poglądowa

Przechwytywanie

Jak czegoś nie uda nam się zobaczyć tego dnia, to zawsze mamy następny, ponieważ tak ułożyłem program, żeby zatrzymać się w kolejnym miejscu na dwie nocki, a że jest ono dosyć blisko oddalone od tych atrakcji, to mamy spore pole manewru :) .

Po śniadaniu ruszamy w kierunku Reykjahlíð, gdzie, przy samym jeziorze Mývatn, znajduje się punkt informacji turystycznej połączony z mini wystawą o Islandii – można tam znaleźć informacje o strukturze tamtych obszarów oraz florze i faunie tego regionu. Islandzka nazwa tego zbiornika w wolnym tłumaczeniu brzmi jezioro komarów Biggrin Przy dobrej pogodzie widać nad powierzchnią jeziora całe ich chmary. Jak powiadają Islandczycy, nieprawdą jest, że są tu miliony komarów. Są ich miliardy…. . Na pocieszenie jednak można dodać, że chociaż w niektórych dniach blisko jeziora mogą być bardzo dokuczliwe, to nie kłują.. jedynie pchają się do oczu, nosa, buzi…  . Jezioro powstało około 35 000 lat temu, położone jest na obszarze złożonym z formacji skalnych i pól lawowych, źródeł geotermalnych, czynnych wulkanów tarczowych i kraterów, a od roku 1974 jest pod ścisłą ochroną.

Pierwszy nasz cel to krater Viti (300 metrów szerokości). Wybuch wulkanu Krafla w XVIII wieku spowodował utworzenie się olbrzymiego krateru Viti, który jeszcze po 120 latach od chwili wybuchu „produkował” bulgocące gorące błoto. Viti w języku islandzkim oznacza piekło, Islandczycy wierzyli kiedyś, że pod wulkanami znajdują się wrota piekieł. Ale krater Viti nie ma w sobie nic piekielnego, jego wnętrze wypełnia woda o pięknym, wręcz niebiańskim kolorze.

DSC_2124a tu już widok ze szczytu krateru na okolicę… widać gorące żródła, a zapach siarki będzie nam tego dnia towarzyszył wszędzie Biggrin

DSC_2127Obszar geotermalny Hverir, to niesamowite miejsce, błękit wody kontrastuje z czerwonym kolorem ziemi, zaczynamy się zastanawiać czy to jeszcze Ziemia czy już może inne planeta?

po lewej stronie taki krajobraz….

DSC_2130a po prawej taki….

DSC_2131patrzymy w lewo… i znowu pytanie, czy my jesteśmy na naszej planecie??

DSC_2132zapach zgniłych jajek z impetem atakuje nasze oczy, nozdrza…siarkę czuć wszędzie …DSC_2138

DSC_2136DSC_2137Wkraczamy na pola lawowe Leirhnjúkur. Idziemy dalej, schodzimy z drewnianej kładki i zaczynamy stąpać po polu lawowym Leirhnjúkur, największej i chyba najbardziej niebezpiecznej atrakcji Krafli. To między innymi to miejsce zostało uformowane podczas ostatniej erupcji. Kolor ziemi zmienia się z czerwonego na czarny. Czujemy jak ziemia, po której stąpamy, pracuje i porusza się z każdym naszym krokiem, delikatnie się w niej zapadamy, ale ona nic sobie z tego nie robi, po chwili odgina się z powrotem, jest giętka jak rozgrzana plastelina. Z niektórych szczelin wydobywają się białe smugi pary, które nieźle rozgrzewają ziemię. Od bulgoczącego błota lepiej trzymać się z daleka, można się naprawdę poparzyć. Krajobraz robi się bardziej księżycowy niż marsjański. Co jakiś czas widać na nim przebłyski życia, wtedy czerń lawy pokrywa zieleń mchu.

DSC_2140DSC_2141DSC_2142Po dwugodzinnym spacerku po „księżycu” udajemy się na parking, by dojechać do Hverir, bulgoczącego obszaru geotermalnego. Po drodze można wziąć prysznic czy przemyć twarz Biggrin . ciepła woda tryska ze specjalnie zamontowanego prysznica Biggrin . Zapach siarki gwarantowany… :) Zresztą, na Islandii w 90% miejsc, gdzie nocowaliśmy, woda z kranu miała delikatny zapach siarki.

DSC_2146Po paru chwilach docieramy na parking….  Na obszarze geotermalnym Hverir znowu trafiamy na księżyc. Spacerujemy pomiędzy bulgoczącymi kałużami i kilkumetrowymi słupami pary buchającymi z ziemi. Wszędzie unosi się intensywny zapach zgniłych jajek, który wydostaje się przez wulkaniczne fumarole. Ale po kilku chwilach zapach przestaje drażnić, a zachwycamy się tym, co widzimy. Bulgocząca woda i błoto mogą mieć nawet ponad 100 stopni, większość z nich odgrodzona jest linkami, podobno zdarzały się przypadki turystów, którzy empirycznie sprawdzali temperaturę, kończyło się ciężkimi poparzeniami. Wystarczy usiąść na kamieniu ogrzanym przez wydobywającą się spod ziemi parę, żeby uwierzyć, że zarówno para i woda jest gorąca.

DSC_2149DSC_2150DSC_2153DSC_2155DSC_2159DSC_2164DSC_2168DSC_2170DSC_2174DSC_2176mimo, że to gorąca ziemia oraz gorące źródła, to potrafi powiać arktycznym, przenikającym, zimnym wiatrem…

DSC_2178jeszcze kilka fotek z tego magicznego miejsca Smile

DSC_2181DSC_2186DSC_2191DSC_2192DSC_2194DSC_2200DSC_2202DSC_2204DSC_2207DSC_2209DSC_2210DSC_2216Kierujmy się teraz na południe w kierunku „czarnego miasta” Dimmuborgir. Po drodze odwiedzamy jeszcze gorące źródło, z którego z impetem wylatuje woda o temperaturze około 100˚ C tworząc gorący, naturalny basen Biggrin

DSC_2221DSC_2226Zaglądamy na chwilkę do jaskini lawowej Grjótagja, wypełnionej gorącą wodą. Do lat 70tych XX wieku było to popularne miejsce do kąpieli. W latach 1975-1984 nastąpiły erupcje i temperatura podniosła się do 50 °C. Obecnie temperatura spada i jest w przedziale 43-46 °C. Jak mówi informacja przed wejściem: wchodzisz na własne ryzyko. Aktualnie również można spotkać tutaj zażywających kąpieli miejscowych. Należy uważać przy zejściu i wejściu, ponieważ wszędzie są wystające skały i może być ślisko.

DSC_2227Docieramy na parking do wulkanu Hverfjall. Zaczyna padać, więc ja sobie odpuszczam, tym bardziej, że tego lata odwiedzę jeszcze 2 wulkany na Jawie w Indonezji… Widziałem wcześniej zdjęcia z krateru Hverfjall.. zwykła szara dziurka… Biggrin moja córka wraz ze znajomymi oczywiście idzie, a ja w tym czasie przeglądam foldery i broszury, które dostałem w Reykjahlíð ( to te pierwsze miejsce, gdzie zdobyliśmy wszelkie informacje o bliskim obszarze jeziora Mývatn ).

Jedziemy do „czarnego miasta” Dimmuborgir. Na parkingu toaleta – jak ktoś chce skorzystać, musi zeskanować swoją kartę płatniczą Biggrin.

DSC_2234Następnie schodzimy do wspaniałej doliny pełnej jaskiń i stożkowatych powulkanicznych pagórków, w których według ludowych podań mieszka 13 złośliwych skrzatów, którzy są islandzkimi odpowiednikami Świętego Mikołaja. Każdy z nich ma jakąś swoją specjalizację (jeden liże łyżki, drugi hałasuje w domu, kolejny wyjada rzeczy ze spiżarni), ale skrzaty psocą się tylko złym ludziom i niegrzecznym dzieciom, tym dobrym rozdają prezenty Smile Okolica ta to pozostałość po jeziorze lawy sprzed około 2 tys. lat. Wytyczonych jest kilka szlaków, my wybieramy ten o średniej długości… kilka zdjęć z tego miejsca.

DSC_2236DSC_2241DSC_2247pogoda znowu zaczyna robi się kapryśna i zaczyna kropić…

Następnie jedziemy do Höfði – skalistego cypla, który wgryza się w jezioro Mývatn.

kilka zdjęć z krótkiego treku z tego miejsca. Niezwykłe formacje zastygłej lawy są naprawdę imponujące. Miejsce to słynie również z możliwości obserwacji niezliczonej ilości ptaków…

DSC_2250DSC_2255DSC_2257DSC_2261Kolejny punkt to Skútustaðagígar – ciekawostka okolicy jeziora Mývatn. Znajduje się tutaj skupisko pseudo kraterów, ale porośnięte są one trawą. Przypominają swym wyglądem zwykłe kratery wulkaniczne, ale geneza ich powstania jest inna. Gdy lawa zalewała teren bagienny lub staw dochodziło do eksplozji gromadzących się gazów, a te tworzyły  zagłębienia w ziemi. Na spacer po całym obszarze trzeba poświęcić godzinę. Nas jak zwykle dopadł deszczyk, więc spacer skróciliśmy do minimum.

Dosłownie 3 zdjęcia z tej okolicy

DSC_2263DSC_2264DSC_2268Jedziemy do Akureyri… wodospad Godafoss zrobimy jutro.. leje już tak, że nawet nie ma jak wyjść z samochodu…. ściana wody Sad

Nocleg w Akureyri w Hafnarstræti 77 Guesthouse – 244 € / 2 noce

Kolejny dzień mamy lajtowy, wszystkie atrakcje z okolic jeziora Mývatn udało nam się zaliczyć, postanawiamy więc, że najpierw pojedziemy do Laufas – skansenu torfowych domów z dachami pokrytymi trawą.  Najstarsza część gospodarstwa została zbudowana w 1840, aktualnie w domkach tych zgromadzono stare sprzęty domowe i rolnicze.

DSC_2269DSC_2271DSC_2274DSC_2276obok znajduje się drewniany kościółek

DSC_2280DSC_2284Z Laufas wracamy do Goðafoss – wodospadu Bogów. Nazywany najpiękniejszym spośród wielu wodospadów na rzece Skjálfandafljót, czyli drżącej rzece. Ma 12 metrów wysokości oraz 30 metrów szerokości. Swoją nazwę zawdzięcza doniosłemu wydarzeniu w historii Islandii, kiedy to w roku 1000 islandzki parlament Alþingi, obradujący w dolinie Þingvellir, zdecydował o przyjęciu chrześcijaństwa przez Islandczyków.

Niestety mocno pada….trudno świetnie Biggrin trzeciej szansy temu wodospadowi nie damy, szybkie trzy zdjęcia i wracamy do Akureyri.

DSC_2288DSC_2291DSC_2295Wracamy do Akureyri – dawnej stolicy Islandii. Niestety na przejaśnienia nie ma co liczyć, pada raz mniej, raz bardziej, ale generalnie cały czas kropi. Jest dosyć zimno jak na 1 lipca – 5˚C. Postanawiamy więc pójść do knajpy na wieloryba. Jeszcze przed wyjazdem z Polski sporo osób chwaliło restaurację Bautinn, a nie mamy problemy z jej odnalezieniem, bo mieszkamy na tej samej ulicy Biggrin . http://www.bautinn.is/

DSC_2299Do dania głównego przysługuje nielimitowany bar sałatkowo – owocowy i zupy. Ceny jak na Islandię są w porządku, a porcje duże. Tap water – czyli woda mineralna (kranówa) również w cenie. Stek z wieloryba koszt 4900 ISK. Tak pysznego mięsa nie jadłem nigdzie.. no może jeszcze afrykańskie antylopy mogą się z nim równać.

DSC_2300 rybka żony Smile

DSC_2301dodatkowo po obiedzie, dzieciaki dostają jeszcze lody od firmy Smile.

Po obiedzie, robimy sobie krótki spacer po uliczkach Akureyri.

jako ciekawostka, sygnalizacja czerwonego światła, na wszystkich ulicach dla ruchu samochodowego, ma kształt serduszka.

DSC_2309

DSC_2304DSC_2316W centralnym miejscu miasta, na wzgórzu, stoi kościół podobny stylem do Hallgrímskirkja w Reykjaviku (białej rakiety kosmicznej).

DSC_2306

Pogoda nie sprzyja jednak spacerom, wsiadamy w samochód i jedziemy do sklepu Bonus, żeby zrobić zapasy żywności na kolejne dni.

nasz plan na kolejny dzień

Przechwytywanie

Najpierw odwiedzimy skansen torfowych domostw w Glaumbær. Jest tu o wiele ciekawsza ekspozycja niż w Laufas.

DSC_2327DSC_2329DSC_2330DSC_2332DSC_2333DSC_2334DSC_2338DSC_2340Jedziemy dalej, kierujemy się na Skagafjörður, żeby zobaczyć kościół pokryty torfem – Víðimýrarkirkja.

DSC_2345DSC_2346Przez miasteczko Blönduós tylko przejeżdżamy. Następnie kierujemy się na szutrową drogę 711,żeby dotrzeć do Hvitserkur – bazaltowej 15 metrowej skały wystającej z oceanu – symbolu tego regionu Islandii.

DSC_2364DSC_2367DSC_2354DSC_2352po prawej stronie, po drugiej stronie cypla wypatrujmy fok…

DSC_2362Nie można się do nich zbliżać na odległość mniejszą niż 100 metrów… foki zobaczymy jeszcze w okolicach Illugastaðir oraz Svalbard, na tym samym półwyspie. Zdjęć jednak nie mamy żadnych, bo foki były daleko, a dodatkowo przeszkadzał nam mocno zacinający deszcz.

Jedziemy na nocleg w Hvammstangi Cottages. Cena 16700 ISK.

3 lipca. Od dzisiaj miało wreszcie zaświecić nam słońce i rzeczywiście budzimy się rano i jest piękna słoneczna pogoda. Po burzy mózgów, ustalamy trasę na dzisiejszy dzień.

Przechwytywanie
Pierwszy nasz przystanek to krater Grábrók.

DSC_2393DSC_2395DSC_2396Następnie zatrzymujemy się przy Deildartunguhver – najwydajniejszym islandzkim gorącym źródle.

DSC_2414DSC_2416DSC_2419Po drodze do wodospadów Hraunfossar i Barnafoss, zahaczamy jeszcze o miasteczko Reykholt. Jedynym ciekawym punktem jest tutejszy kościół.

DSC_2426DSC_2428A tutaj Hraunfossar w całej swojej okazałości. Maleńkie stróżki wody wypływają spod lawy, tworząc niesamowity klimat. Wodospad dostępny jest bezpośrednio z parkingu.

DSC_2431DSC_2434DSC_2435DSC_2437DSC_2442DSC_2446i jedno zdjęcie brata Hraunfossar – Barnafoss.DSC_2449Podjeżdżamy do naszej kwatery – Nes Guesthouse (cena 19000 ISK), wypakowujemy bagaże i ruszamy w miejsca, które widzieliśmy podczas deszczu Biggrin . Geysir Strokkur oraz wodospad Gullfoss. Mamy do przejechania około 110 km po szutrze, ale jest „młoda godzina” wiec najwyżej wrócimy „za dnia” do domu… za dnia, bo mamy białe noce i praktycznie się nie ściemnia.

kilka widoków z drogi

DSC_2456DSC_2466w pewnym momencie widzimy znak … wjazd tylko dla samochodów z napędem 4×4, a na słupie kamera… szlag Sad . Musimy zawrócić, bo kary za nieprzestrzeganie takich przepisów są drakońskie. Posłusznie wracamy i musimy pojechać inną, bardziej cywilizowaną drogą. Ale widoki równie piękne..

DSC_2468DSC_2472koło godz. 22.00 docieramy na parking pod gejzerami Biggrin

Jak tu przyjemnie bez ludzi… nikt nie wchodzi w kadr, a gejzery wybuchają z taką samą częstotliwością Biggrin. Jest pusto, pięknie, ciepło, świeci słoneczko…

DSC_2486DSC_2492

DSC_2494DSC_2496DSC_2497magiczna gra światła zachodzącego słońca…

DSC_2498

Na ten wybuch gejzeru czkaliśmy chyba z kwadrans… ale za to efekt niesamowity. Zbierał się w sobie, aż w końcu eksplodował dwukrotnie za jednym razem…

DSC_2511

DSC_2521DSC_2524DSC_2531wszyscy chcieli wracać już do domu… ale ja uparłem się jeszcze na dwa zdjęcia, oddalonego od gejzeru o 10 km, wodospadu Gullfoss Biggrin . Robiło się już naprawdę późno… na zegarku było po 23.00… a do domu mieliśmy przecież jeszcze kawałek drogi… Smile

DSC_2541DSC_2545wracamy do domu…jest sporo po północy, a mamy takie widoki za oknem… nie wiadomo, czy to zachód, czy wschód słońca…

DSC_2547DSC_2557DSC_2560DSC_2562lecimy do naszej norki z prędkością ponad 140 km/h mając nadzieję, że nigdzie nie czai się policja z radarem…

DSC_2565DSC_2568kolejny dzień mamy lajtowy… w końcu do naszego guesthousu dotarliśmy po 2.00 w nocy. Plan wygląda następująco:

5

Robimy 2,5 h ( w jedną stronę) trek pod najwyższy wodospad Islandii (200m.) – Glymur a następnie jedziemy do Reykjaviku. Jest to najdalej na północ wysunięta stolica świata, położona nad zatoką Faxaflói. Połazimy sobie po mieście, zjemy obiadek w knajpie (miałem ochotę spróbować maskonura) i pójdziemy wcześniej spać, żeby w kolejny dzień odwiedzić miejsca, które za pierwszym razem widzieliśmy w deszczu.

Podjeżdżamy na parking i ruszamy w trasę, żeby obejrzeć wodospad Glymur. Kilka zdjęć z treku

DSC_2597przez ten potok przechodzimy po drzewie, trzymając się lin.

DSC_2575DSC_2580tutaj już w oddali widać wodospad Glymur

DSC_2581dalej trasa robi się ciężka, jest bardzo stromo, luźne kamienie pod nogami wcale nie ułatwiają wejścia, trzeba wspinać się po linach, a ja ze statywem w ręku zupełnie nie byłem na to przygotowany… Dla naszych dzieciaków też nie jest to najlepsza trasa…

Jedno zdjęcie zrobione z oddali

DSC_2585wracamy Smile

DSC_2588Jedziemy do Reykjaviku

DSC_2603DSC_2605Podjeżdżamy pod naszą norkę, wypakowujemy bagaże, idziemy załatwić formalności i nagle, samochód który stał przed naszą Corsą, zaczyna cofać.. huk i pogięty cały zderzak… z furmanki wybiega przerażona kobieta i zaczyna nas mocno przepraszać… chciałem dzwonić na policję, bo nigdy nie miałem żadnej szkody samochodowej za granicą, po kilku próbach udaje nam się w końcu dodzwonić do wypożyczalni, a oni sugerują że wystarczy wypełnienie standardowego formularza, który znajduje się w schowku… Na szczęście samochodem da się jeździć i nie musimy marnować czasu na podstawienie nowej furmanki. Zrzucamy bagaże i kierujemy się do restauracji Hereford Steikhus, znajduje się ona na głównym deptaku Laugavegur, pod numerem 53b, na pierwszym piętrze. Czynna od godz. 17.00 Biggrin .

tutaj zdjęcie zamówionego przeze mnie obiadku: maskonur

spodziewałem się delikatnego mięska, a ptaszek ma mocny posmak wątróbki z lekką nutą ryby Biggrin zupełnie nie mój smak, ale jeden raz można było zaryzykować. Polędwica mojej żony była wręcz przepyszna.

DSC_2617Siedząc przy oknie, widzimy grupki kibiców Islandzkich podążających w jednym kierunku. Okazało się, że wszyscy spieszyli się na powitanie swoich piłkarzy, którzy właśnie wrócili z Euro. Zdjęcia z głównego placu.

DSC_2632wszyscy rozśpiewani, cieszący się z sukcesu, jaki osiągnęła ich drużyna podczas mistrzostw Europy w piłce nożnej.

DSC_2634korzystając z okazji, wybraliśmy sie na miasto, licząc, że uliczki będą puste Biggrin

DSC_2636DSC_2637DSC_2638DSC_2644DSC_2612DSC_2645DSC_2651DSC_2657Kościół Hallgrímskirkja, wielki, strzelisty, biały i w środku pusty. Z zewnątrz wygląda trochę jak rakieta, albo prom kosmiczny.

DSC_2658DSC_2663DSC_2618

Kolejnego dnia budzimy się i jak widzimy za oknem, „promocja” na dobrą pogodę trwa Biggrin .  Dziś już wracamy do Polski, lot mamy zabookowany na godz. 22.00, ale do wylotu jeszcze sporo czasu. Po szybkim śniadanku jedziemy w przeciwnym kierunku niż lotnisko Biggrin . Mam wreszcie szansę zrobienia zdjęć wodospadu Seljalandsfoss w przyzwoitych warunkach pogodowych. Nie ukrywam, że był to jeden z moich fotograficznych celów podczas tego wyjazdu. Dojeżdżamy na parking, a w zasadzie stoimy w kolejce do parkingu pod tą atrakcją turystyczną Biggrin . Za pierwszym razem było tutaj kilka samochodów.. teraz jest ich kilkaset.

Zawsze podczas naszej podróży zastanawialiśmy się nad takim dziwnym zjawiskiem… na drogach pusto, ale jak dojeżdżamy do jakiegoś miejsca wartego zobaczenia, to „parking pęka w szwach”.

Seljalandsfoss w pięknych okolicznościach przyrody, w pełnej swojej krasie Smile

DSC_2669DSC_2670DSC_2673jak różnie wyglądają zdjęcia z teraz i sprzed kilku dni….

Tuż zaraz obok znajduje się magiczny wodospad Gljúfrabúi. Woda spada z wysokości 40 metrów, a sam wodospad ukryty jest za sporym klifem. Aby go zobaczyć należy przecisnąć się wąską szczelinę miedzy skałkami, moknąc przy tym doszczętnie Biggrin .

Dwa zdjęcia z tego magicznego miejsca.

DSC_2678

DSC_2683Po drodze do Skógafoss, chcieliśmy jeszcze zobaczyć słynny wulkan Eyjafjallajökull, który narobił zamieszania w 2010 roku Biggrin , ale i tym razem nie mamy szczęścia, ponieważ jest on schowany za chmurami… Można go obserwować z drogi numer 1, która jest główną drogą Islandii i okrąża wyspę oraz łączy różne części kraju.

Wodospad Skógafoss

DSC_2688tym razem na wspinaczkę, na górę, nie mamy już czasu Sad

zbieramy się do powrotu, chcielibyśmy zaliczyć jeszcze Blue Lagoon, zaliczanych do jednej z większych atrakcji Islandii.

zdjęcia z drogi powrotnej….

DSC_2693DSC_2697DSC_2728Po południu docieramy do Blue Lagoon. Błękitna laguna uznawana jest za jeden z najlepszych leczniczych ośrodków spa na świecie. Na­tio­nal Geo­gra­phic umie­ścił Błękitną Lagunę na li­ście 25 cudów świa­ta, argumentując,  że „dy­mią­ce ba­se­ny o tur­ku­so­wej bar­wie za­mknię­te w wul­ka­nicz­nej pu­łap­ce przy­po­mi­na­ją kra­jo­braz z innej pla­ne­ty”

Woda w tych geotermalnych basenach pochodzi z głębokości 2000m, najpierw jest schładzana, a następnie tłoczona do basenów laguny. Średnia temperatura wody w Blue Lagonn to pomiędzy 37°C, a 40°C.

Basen wypełniony jest w dwóch trzecich słoną wodą, a w jednej trzeciej słodką. Woda w la­gu­nie jest wodą mor­ską, która na­tu­ral­nie pod­grze­wa się we wnę­trzu Ziemi. Go­rą­ca woda na­pę­dza również tur­bi­ny elek­trow­ni geo­ter­mal­nej Svartsengi.

Możliwy jest bezpłatny wstęp na teren obiektu, gdzie znajdują się restauracja, bar i sklep, a z nieopodal leżącej platformy obserwacyjnej można zobaczyć pełny urok Błękitnej Laguny.

kilka zdjęć z zewnątrz

DSC_2735DSC_2738DSC_2739DSC_2740zdjęcia z basenów, gdzie pływają ludzie znajdziecie w necie Biggrin . Jakoś nikt z nas nie miał parcia, żeby ocierać się o innych Biggrin . Chcemy jeszcze podjechać do Midlina – mostu łączącego Amerykę z Europą. Tam wieje już konkretnie, można zgubić nie tylko czapkę Biggrin.

DSC_2745DSC_2746DSC_2747Wracamy do wypożyczalni i bezproblemowo zdajemy naszą uszkodzoną furmankę. Okazuje się, że kobieta, która zrobiła „kuku”naszej Corsie, sama zadzwoniła do wypożyczalni i podała wszelkie namiary na siebie oraz numer polisy. Busikiem podjeżdżamy na lotnisko i wracamy do Warszawy via Berlin.

KONIEC

 

 

 

About the Author: